Twarze, które nie proszą o uwagę
Bartłomiej Katana nie tworzy prac, które chcą się podobać.
Jego rysunki i obrazy nie szukają aprobaty. Nie tłumaczą się. Nie prowadzą widza za rękę.
Seria „Gęby / MUG” powstawała bez założonego celu.
Bez planowanej kompozycji.
Bez bezpiecznej palety.
Jakby ręka wyprzedzała myśl, a myśl — potrzebę wyjaśnienia.
To nie są portrety w klasycznym sensie.
To raczej zapisy stanów. Emocji. Napięć.
Twarze, które więcej przemilczają, niż opowiadają.



Droga, która nie była linią prostą
Katana urodził się w 1974 roku w Radom. Wchodził w dorosłość i edukację artystyczną w czasie transformacji — gdy wszystko było w ruchu, a przyszłość dopiero uczyła się formy.
Potem sztuka zeszła na dalszy plan.
Na długo.
Przez blisko trzy dekady jego życie toczyło się poza galeriami i wystawami. Gastronomia. Praca. Codzienność.
I coś, co wraca w wielu rozmowach z twórcami: ciągłe poczucie niedopowiedzenia.
Powrót do sztuki w 2019 roku nie był manifestem ani próbą odbudowania kariery.
Był raczej powrotem do rozmowy — tej samej, która została przerwana wiele lat wcześniej.
Pandemia tylko przyspieszyła proces, który i tak już się w nim toczył.
Londyn jako sprawdzian, nie nagroda
26 marca 2026 roku „MUG” zostanie pokazane w Galeria Mangan, w Londyn.
Londyn nie jest w tej historii celem samym w sobie.
Jest sprawdzianem.
To miasto, w którym sztuka współczesna codziennie musi bronić się sama — bez kontekstu biografii, bez lokalnej taryfy ulgowej, bez sentymentów.
Jeśli prace wytrzymują tę konfrontację, znaczy, że mają własny język.
A to jedyna waluta, która w sztuce naprawdę się liczy.


O obecności instytucjonalnej — bez pierwszego planu
Nie każda obecność musi być widoczna.
Nie każde wsparcie wymaga komentarza.
Czasem najważniejsze jest to, co dzieje się w tle: stabilność, spokój, przewidywalność. Warunki, w których artysta może pracować bez presji natychmiastowego efektu i bez konieczności dopasowywania się do cudzych oczekiwań.
Właśnie taka forma obecności ma sens przy projektach, które dojrzewają powoli i nie dają się zamknąć w krótkim cyklu komunikacyjnym.
Powrót, który domyka krąg
Po londyńskiej odsłonie wystawa ma trafić ponownie do Radomia — miasta, w którym ta historia się zaczęła.
Nie jako „sukces przywieziony z zagranicy”.
Raczej jako gest domknięcia. Spokojny. Naturalny.
W kulturze takie momenty są ważne, nawet jeśli nie są spektakularne.
Przypominają, że sztuka nie należy wyłącznie do centrów i stolic — ale do ludzi i miejsc, z których wyrasta.
Muzyka jako oddech
Wystawie towarzyszyć będą działania muzyczne.
Bez zapowiedzi. Bez rozpisanych atrakcji.
Muzyka pojawi się tam, gdzie będzie potrzebna — jak oddech między obrazami.
Nie jako wydarzenie. Jako dopełnienie.


Po co to wszystko
Sztuka nie daje szybkiego zwrotu.
Nie da się jej zamknąć w wskaźnikach.
Czasem bywa niewygodna. Czasem wymaga ciszy.
Może właśnie dlatego warto być przy niej blisko — spokojnie, uważnie, długofalowo.
Nie po to, żeby coś udowodnić.
Po to, żeby coś umożliwić.
