Utrata rzeczy przez nieuporządkowanie nie wygląda zwykle jak nagłe „zniknięcie”, tylko jak stopniowy proces, w którym przedmiot przestaje mieć jedno określone miejsce i traci swoją „ścieżkę dostępu”.
Na początku rzecz jest odkładana bez stałego systemu. Trafia w różne miejsca „tymczasowo”, bo nie ma jasno przypisanego punktu przechowywania. Właściciel pamięta, że ją posiada, ale nie tworzy trwałej relacji: rzecz → miejsce.
Z czasem pojawia się rozproszenie. Przedmiot może być przekładany, używany w różnych kontekstach, odkładany w inne lokalizacje. Każdy taki ruch jest logiczny w danym momencie, ale nie tworzy spójnej mapy. Informacja o lokalizacji zaczyna zależeć od pamięci, a nie od systemu.
Kolejny etap to utrata śladów decyzyjnych. W uporządkowanym systemie można odtworzyć, gdzie coś powinno się znajdować. W nieuporządkowanym — nie ma zasady, tylko historia przypadków. To oznacza, że odtworzenie drogi przedmiotu wymaga rekonstruowania zdarzeń, a nie sprawdzenia miejsca.
Następnie pojawia się efekt „konkurencji przestrzeni”. Nowe rzeczy trafiają na stare, stare są przesuwane, przykrywane lub przenoszone. Przedmiot nadal istnieje, ale zostaje fizycznie zasłonięty przez inne elementy środowiska. To jeden z najczęstszych powodów realnej utraty dostępu.
W pewnym momencie dochodzi do rozdzielenia między posiadaniem a dostępem. Rzecz formalnie jest własnością, ale praktycznie nie jest możliwa do szybkiego odnalezienia. Wtedy pojawia się przekonanie, że została „zgubiona”, mimo że nadal znajduje się w obrębie tego samego miejsca.
Istotne jest też to, że nieuporządkowanie nie działa liniowo. Każdy kolejny brak systemu zwiększa prawdopodobieństwo kolejnych błędów. Im więcej rzeczy funkcjonuje bez przypisanych miejsc, tym trudniej utrzymać kontrolę nad całością.
W efekcie utrata rzeczy przez nieuporządkowanie to nie pojedyncze zdarzenie, tylko rozpad systemu lokalizacji — rzeczy przestają mieć stabilne punkty odniesienia i stają się trudne do odzyskania, mimo że fizycznie nadal istnieją.
