Rozpoznanie to najważniejszy etap całego działania. Bez niego włamanie ukierunkowane w praktyce nie istnieje.
Nie polega na jednym działaniu, tylko na zbieraniu informacji z różnych źródeł i składaniu ich w całość. Często odbywa się bez wzbudzania podejrzeń.
Pierwszym elementem jest obserwacja z zewnątrz. Sprawca sprawdza rytm dnia. Kiedy dom jest pusty, kiedy ktoś wraca, czy są stałe godziny wyjść. Interesuje go przewidywalność. Im bardziej powtarzalny schemat, tym łatwiej znaleźć moment działania.
Drugi element to dostęp pośredni. To mogą być wizyty w domu w roli gościa, fachowca, kuriera. Nawet krótka obecność pozwala zobaczyć układ pomieszczeń, nawyki domowników, miejsca przechowywania rzeczy.
Trzeci element to informacje przypadkowe. Rozmowy, które ktoś usłyszał, zdjęcia, które ktoś zobaczył, detale, które wydają się nieistotne. Pojedynczo nie znaczą wiele, ale razem mogą wskazać, że w domu są konkretne wartości.
Czwarty element to ocena zabezpieczeń. Nie chodzi tylko o alarm czy drzwi. Ważne jest, czy ktoś reaguje na hałas, czy sąsiedzi zwracają uwagę, czy dom wygląda na stale zamieszkały.
To wszystko prowadzi do jednego wniosku. Czy wejście ma sens.
Jeśli odpowiedź jest pozytywna, wybierany jest moment. Najczęściej taki, który minimalizuje ryzyko kontaktu z domownikami i skraca czas przebywania w środku.
Rozpoznanie kończy się dopiero wtedy, gdy sprawca wie trzy rzeczy. Kiedy wejść, gdzie iść w środku i czego szukać.
W sytuacji, gdy wartości nie są powiązane z miejscem zamieszkania, ten etap traci sens. Nawet jeśli ktoś zbierze informacje o właścicielu, nie ma prostego przełożenia na konkretne miejsce i moment działania. Dostęp do wartości wymaga przejścia procedur identyfikacji i nie wynika z samej wiedzy o ich istnieniu.
Najprostsze ujęcie jest takie. Włamanie zaczyna się długo przed wejściem do domu, a jego powodzenie zależy głównie od tego, ile ktoś zdążył się wcześniej dowiedzieć.
