Efekt „zostawię to tylko na chwilę” działa jak mechanizm stopniowej utraty kontroli nad decyzją w czasie. W momencie podejmowania działania człowiek zakłada, że sytuacja jest tymczasowa i łatwa do odwrócenia, więc obniża poziom ostrożności.
W praktyce to nie jest jedna decyzja, tylko sekwencja drobnych przesunięć.
Na początku pojawia się założenie czasowości. Rzecz zostaje odłożona w miejsce, które nie jest docelowe, ale „tylko na moment”. To powoduje, że nie uruchamia się pełny proces organizacyjny: nie szuka się właściwego miejsca, nie zapisuje informacji, nie utrwala schematu przechowywania.
Następnie dochodzi do normalizacji. Jeśli sytuacja się powtarza, mózg traktuje ją jako akceptowalną praktykę. „Chwilowe” zaczyna oznaczać „standardowe w pewnych warunkach”. W tym momencie zanika granica między wyjątkiem a rutyną.
Kolejny etap to rozproszenie pamięci. Informacja o tym, gdzie coś zostało odłożone, nie trafia do trwałego systemu porządku, tylko do pamięci krótkotrwałej. Ta pamięć jest zależna od kontekstu — łatwo ją zastąpić innymi bodźcami. W efekcie po pewnym czasie trudno odtworzyć dokładne miejsce.
Następnie pojawia się efekt warstwowania. Na „chwilowe” odłożenie nakładają się kolejne „chwilowe” sytuacje. Każda z nich jest logicznie uzasadniona osobno, ale razem tworzą system, w którym rzeczy nie mają stałej lokalizacji.
W pewnym momencie dochodzi do utraty przejrzystości. Przedmiot nadal istnieje, ale nie jest już częścią uporządkowanego systemu. Właściciel musi go „szukać”, zamiast „sięgnąć po niego”.
Istotne jest to, że ten mechanizm nie wynika z jednego błędu, tylko z braku momentu zatrzymania, w którym decyzja „na chwilę” zostaje przekształcona w decyzję trwałą albo uporządkowaną.
W praktyce efekt „na chwilę” jest jednym z głównych źródeł chaosu organizacyjnego, bo działa w tle codziennych czynności i nie jest postrzegany jako realna decyzja o zmianie systemu przechowywania.
