Przekonanie, że własne miejsce ukrycia jest wystarczającym zabezpieczeniem majątku, może działać tylko tak długo, jak długo informacja o nim pozostaje poufna. W praktyce problem pojawia się wtedy, gdy miejsce jest znane domownikom, pracownikom, współpracownikom, ekipie remontowej albo innym osobom mającym dostęp do przestrzeni.
Własne ukrycie ma również ograniczenie związane z pamięcią i organizacją. Przy przeprowadzce, remoncie, zmianie wyposażenia albo porządkowaniu rzeczy można zapomnieć, gdzie dokładnie znajduje się depozyt. Jeżeli dojdzie do zagubienia informacji o miejscu przechowywania, odzyskanie rzeczy może być utrudnione.
Innym problemem jest koncentracja ryzyka. Jeżeli wartości są przechowywane w domu, ich bezpieczeństwo zależy od bezpieczeństwa tego samego miejsca. Kradzież, pożar, zalanie albo dostęp osoby nieuprawnionej mogą jednocześnie dotknąć przestrzeni mieszkalnej i przechowywanego w niej majątku.
Skrytka depozytowa zmienia ten model. Depozyt znajduje się w wydzielonym, zamkniętym i zabezpieczonym miejscu, a dostęp do niego mają Klient oraz ustanowiony Pełnomocnik.
Nie oznacza to jednak, że sama skrytka eliminuje ryzyko ujawnienia informacji. Nadal znaczenie ma to, kto wie o jej istnieniu, kto jest uprawniony do dostępu oraz kto posiada środki autoryzacyjne. Regulamin przewiduje indywidualny dostęp Klienta i Pełnomocnika oraz określone mechanizmy identyfikacji i autoryzacji.
Efekt „znam swoje miejsce ukrycia” polega więc na nadmiernym poleganiu na tym, że właściciel zna miejsce przechowywania i dlatego uważa je za bezpieczne. W praktyce bezpieczeństwo zależy również od tego, kto jeszcze zna tę informację, kto może uzyskać dostęp do miejsca oraz co stanie się z majątkiem, gdy zmienią się warunki, ludzie lub miejsce zamieszkania.
