Tak, bo moment ujawnienia informacji jest zwykle momentem, po którym nie da się już cofnąć ryzyka.
Większość osób myśli o zabezpieczeniu dopiero wtedy, gdy pojawia się konkretna obawa. Problem w tym, że kradzież ukierunkowana nie zaczyna się od działania, tylko od wiedzy. Jeśli ktoś już wie lub się domyśla, decyzja o zabezpieczeniu jest spóźniona o jeden krok.
Najbezpieczniejsza sytuacja to taka, w której wartość istnieje, ale nie jest powiązana z miejscem ani osobą w sposób możliwy do wykorzystania.
W praktyce oznacza to, że kluczowy jest moment między posiadaniem a ujawnieniem. Zakup, transport, rozmowy, obecność osób trzecich. To są chwile, w których powstaje pierwszy ślad informacyjny. Nawet jeśli wydaje się nieistotny, może zostać zapamiętany i użyty później.
Zabezpieczenie przed tym momentem działa inaczej niż po nim. Nie polega na reagowaniu na zagrożenie, tylko na tym, że to zagrożenie nie ma się na czym oprzeć.
Gdy rzeczy są przechowywane w domu, bezpieczeństwo w dużej mierze zależy od tego, czy nikt nie powiąże wartości z tym miejscem. Po ujawnieniu tej informacji dom staje się konkretnym punktem odniesienia.
W sytuacji, gdy przechowywanie jest oddzielone od miejsca zamieszkania, sama wiedza o posiadaniu wartości nie wystarcza. Dostęp wymaga przejścia procedur identyfikacji i pokonania zabezpieczeń, co ogranicza możliwość wykorzystania informacji.
Najprostsze ujęcie jest takie. Zabezpieczenie działa najlepiej wtedy, gdy nikt jeszcze nie ma powodu, żeby sprawdzić, czy jest potrzebne.
