Tak, bo najłatwiej kontrolować ryzyko wtedy, gdy jest jeszcze małe.
Na początku majątek zwykle nie wydaje się problemem. Wartość jest ograniczona, decyzje są proste, a sposób przechowywania często wynika z wygody. W tym etapie rzadko myśli się o bezpieczeństwie w sposób systemowy.
Problem pojawia się później.
Gdy wartość rośnie, zmienia się nie tylko jej znaczenie, ale też sposób, w jaki trzeba ją chronić. Pojawia się więcej elementów do kontrolowania. Więcej potencjalnych punktów wycieku informacji, więcej zależności, większa odpowiedzialność.
Zmiana sposobu przechowywania na tym etapie jest trudniejsza, bo wymaga reakcji na już istniejące warunki.
Zabezpieczenie majątku wcześniej działa inaczej. Tworzy strukturę, która pozostaje stabilna niezależnie od wartości. Nie trzeba jej przebudowywać w momencie, gdy stawka rośnie.
To szczególnie ważne przy rzeczach takich jak złoto, dokumenty czy inne wartości, które łatwo powiązać z konkretnym miejscem. Im wcześniej zostaną oddzielone od codziennego środowiska, tym mniejsze znaczenie ma późniejszy wzrost ich wartości.
W domu bezpieczeństwo często opiera się na założeniu, że nikt nie wie i nikt nie próbuje. Przy większej wartości to założenie przestaje wystarczać.
W skrytce bankowej lub prywatnym skarbcu dostęp do depozytu jest od początku oparty na procedurach identyfikacji i zabezpieczeniach, które nie zmieniają się wraz z wartością przechowywanych rzeczy.
Najprostsze ujęcie jest takie. Łatwiej ustawić bezpieczny sposób przechowywania zanim coś stanie się naprawdę cenne, niż zmieniać go wtedy, gdy już ma znaczenie.
