Tak, ale tylko wtedy, gdy źródłem stresu jest odpowiedzialność za jego fizyczne bezpieczeństwo.
Przechowywanie wartości w domu oznacza stałe, często nieuświadomione napięcie. Nie chodzi o codzienny lęk, tylko o tło myślowe. Pojawiają się pytania o włamanie, o nieobecność, o to, kto mógł coś zobaczyć albo się domyślać.
To napięcie rośnie wraz z wartością majątku. Im więcej jest do stracenia, tym częściej wraca myśl, czy miejsce przechowywania jest wystarczające.
Dom nie daje pełnego odcięcia od tych myśli, bo jest powiązany z codziennością. Każde wyjście, wyjazd czy nieplanowana sytuacja uruchamia ten sam schemat: czy wszystko jest bezpieczne.
Przeniesienie majątku poza miejsce zamieszkania zmienia ten mechanizm. Odpowiedzialność za fizyczne zabezpieczenie przestaje być osobista i zostaje przeniesiona na system, który działa niezależnie od Twojej obecności.
To nie eliminuje całkowicie stresu, ale zmienia jego charakter. Znika napięcie związane z tym, że coś wartościowego znajduje się w miejscu, które jest częścią codziennego życia i do którego dostęp mają inni ludzie.
W przypadku skrytki bankowej lub prywatnego skarbca dostęp do depozytu jest ograniczony i wymaga przejścia procedur identyfikacji oraz wykorzystania kilku niezależnych zabezpieczeń. To powoduje, że bezpieczeństwo nie zależy od Twojej czujności w danym dniu.
Największa zmiana jest prosta. Majątek przestaje być czymś, o czym trzeba pamiętać każdego dnia.
