Plan, oszczędności, zabezpieczenie: trzy filary odporności finansowej według Izabeli Kuleszy
Część druga: Oszczędności, czyli jak zamienić plan w pieniądze, które pracują na Twoją przyszłość
Wiesz już, jak określić ramy swojego budżetu? Teraz czas, by każdy przelew „pracował” na Twój spokój. W tej części rozkładamy na czynniki pierwsze drugi filar odporności finansowej: od podstaw oszczędzania, przez realny fundusz awaryjny (3/6/12 miesięcy), po moment, w którym dowiesz się jak zainwestować oszczędzony kapitał. Nie czytałaś/eś pierwszej części?
Napisano przez:
YourSafeBox.eu
23 października 2025
👉 Jeśli chcesz zacząć od początku, kliknij poniżej i przeczytaj początek wywiadu.
Plan oszczędzania masz w małym palcu? Wskakuj śmiało! Za chwilę zobaczysz, jak przejść od planu do konkretnych kwot i nawyków, które działają i niosą upragniony spokój.
FILAR 2 - OSZCZĘDNOŚCI
Jarosław Maj
Powiedz, jeśli klient pierwszy raz styka się z planem, to od czego powinien zacząć, żeby nie zniechęcić się na starcie?
Izabela Kulesza
Zmieniałabym kolejność. Pamiętam też prawie 10 lat temu, gdy pierwszy raz weszłam w tę przygodę, szukałam metod i trafiłam na różne narzędzia, ale nikt nie powiedział mi, JAK to zrobić. Jak spowodować, żeby te procenty faktycznie odzwierciedlały mój budżet, żebym mogła kategoryzować wydatki w odpowiednich proporcjach. I pierwszy krok, o którym zawsze mówię – i temu służy kampania – to weryfikacja kosztów życia.
Przynajmniej przez miesiąc, choć zachęcam do kwartału. Dopiero wtedy widzimy, ile pieniędzy nam ucieka. Sprawdzamy, w których kategoriach mamy „dziury”, gdzie wydajemy dużo więcej niż byśmy chcieli. Dopiero potem, kiedy zaczniemy pracować nad wydatkami, przechodzimy do planowania i dzielenia budżetu domowego. Czyli najpierw sprawdzamy koszty życia, obserwujemy, patrzymy, na co i ile wydajemy i w jakich sytuacjach, a dopiero później, po takim doświadczeniu, co najmniej miesięcznym, naprawdę podchodzimy do planowania na początek miesiąca, w tym do odkładania, tak żebyśmy byli zadowoleni.
Jarosław Maj
Czyli nie liczenie procentów od razu, tylko weryfikacja wydatków i zobaczenie, jaki procent idzie na konkretne rzeczy, tak?
Izabela Kulesza
Tak, nie w procentach na start, tylko podział na kategorie wydatków. Gdy organizuję kampanie, przygotowuję ten sam arkusz Excela, gdzie wpisuje się każdy paragon w odpowiednią kategorię. Oczywiście ludzie mają z tym złe skojarzenia, ktoś mówi: „ojejku, trzeba weryfikować” itd. Okazuje się, że warto zadać sobie pytanie „dlaczego mam opór?”. Czasem to lęk przed tym, co wyjdzie. To też ciekawe.
Jarosław Maj
Myślę, że dla wielu to naprawdę trudne, choć nie dla wszystkich. W budżecie można zgubić się między priorytetami… między rodziną, dziećmi, pasją, wolnym czasem itd. Masz metodę, jak poukładać tę hierarchię? Tak, żeby każdy był w miarę zadowolony i żaden członek rodziny nie cierpiał?
Izabela Kulesza
Oczywiście, są różne schematy dzielenia budżetu domowego zależnie od tego, czy jesteśmy singlami, czy rodziną (mąż, żona i dziecko, dwoje dzieci), czy partnerzy/partnerki. I wracając do twojego wcześniejszego pytania: takie narzędzia istnieją…
To nie jest coś odkrytego 5 czy 10 lat temu, bo tych podejść jest sporo. A jednak z jakiegoś powodu wciąż tego nie robimy. Wydaje nam się często trudne, skomplikowane albo łączymy to z wyobrażeniem, że jak zaczniemy planować budżet, to trzeba będzie wszystko odkładać, znikną spontaniczne wydatki. Plan jest po to, żeby pieniędzy starczyło na wszystko paradoksalnie.
Sposób, w jaki uczę planowania i budżetowania, wymusza rozmowę partnerów: na co wydajemy w danym miesiącu, co wyskoczyło nieplanowanie i wymaga finansowania w tym miesiącu. I to trzeba omawiać. Czasem prowadzę konsultacje dla par.
Mam budżet 10% na przyjemności, ale moje potrzeby są większe/mniejsze. Bywa, że starcza na moje i męża potrzeby, bywa, że nie. Czasem słyszę: „a potrzeby dzieci”? Kiedy o tym rozmawiamy i planujemy, to ustalamy, że w jednym miesiącu realizujemy potrzeby i oczekiwania żony, w kolejnym – męża. Budżet „na przyjemności” często oddaję też dzieciom, by to one podjęły decyzję, na co idą pieniądze, albo cała rodzina decyduje, ale z drugiej strony to też nauka odpowiedzialności: jeśli pójdziemy raz do bardzo drogiego miejsca i wydamy cały budżet na przyjemności, to trudno na inne rzeczy już nie starczy. I tak trochę uczymy się myślenia. Budżet, nawet jeśli ma plan i podział, nie jest betonem: nie 55% i „ani grosza więcej”. Daje ramy, których warto się trzymać – często to ideał, do którego dążymy. A w tym wszystkim jest miejsce na hobby, odkładanie na emeryturę, wymarzone wakacje. Gdy tego planu nie ma, pojawia się chaos. Co kwartał wychodzą raporty o zadłużeniu Polaków i ono rośnie. A to dlatego, że nie planujemy, kupujemy pod wpływem emocji, presji, oczekiwań, „bo trzeba mieć”. I to jest błędne koło.
Jarosław Maj
Łatwo coś kupić, gdy o spłacie będziesz myśleć przy pierwszej racie za miesiąc czy dwa. Przy inflacji też często pada w rozmowach: „trudno oszczędzać”. Zauważyłaś, że budżety zmieniły się w czasach wysokiej inflacji, w porównaniu do spokojniejszych lat?
Izabela Kulesza
Na pewno. To widać. Natomiast ciągle powtarzamy słowo „inflacja”… A dziś ta inflacja nie jest już tak wysoka. Normą jest 2,5% – taki cel. Teraz się waha między 3 a 4%. Więc nie możemy już mówić, że teraz mamy „bardzo wysoką inflację”. Oczywiście to, co było dwa lata temu czy rok temu, wraca jak mantra, i dlatego „zbieranie paragonów” ma sens. Kiedy ustawiamy budżet, a ta sama kwota przestaje wystarczać, to warto do tego wrócić i znów policzyć koszty życia – to pokazuje, gdzie możemy przesunąć środki. Wiadomo, inflacja nie trwa wiecznie. A często mamy braki w oszczędnościach, gdy zarobki się nie zmieniają, ceny rosną, raty kredytów mieszkaniowych czy samochodowych idą w górę i budżet przestaje się domykać. Dlatego warto odkładać i budować bezpieczeństwo, żeby w trudniejszych momentach było łatwiej. Ludzie też zapominają, że powinniśmy budować poduszkę finansową w czasach, gdy jest dobrze.
Paradoks jest taki, że kiedy jest dobrze, to wydajemy na lewo i prawo: remont, wakacje, wyjścia – nie chcemy, żeby pieniądze „leżały”. A gdy robi się niebezpiecznie, budzimy się i mówimy: „inflacja”, „drogo”, „nie mamy pieniędzy”, „standard życia spadł”. Tak to ujęłam, ale odpowiadając na pytanie: tak, budżet będzie się różnił. Dlatego trzeba nauczyć się regularności – kiedy jest trudno, trzymajmy się finansowej rutyny, ona po to jest.
Jarosław Maj
Jak doradziłabyś wyrobić nawyk oszczędzania, gdy budżet już jest napięty?
Izabela Kulesza
Pytanie, czy on jest naprawdę napięty. Jeśli ktoś policzył koszty życia i widzi, że nie ma „dziur”, że wszystko jest na styk, mam policzone dzienne/tygodniowe limity, zaplanowane płatności, to wtedy mówię (i powtarzam to): są granice oszczędzania. Przychodzi taki moment, że warto po prostu zacząć się rozglądać za dodatkowym źródłem dochodu.
To znaczy: jeśli możemy odłożyć 20, 50 czy 100 zł na początku miesiąca – super. Ale gdy naprawdę nie ma przestrzeni, odpowiedź jest jedna: trzeba zrobić wszystko, by zwiększyć dochody. To, że tkwimy na jakimś etapie i trzymamy się go kurczowo, nie znaczy, że nie możemy zarobić więcej, kiedy jest ciężko.
Jarosław Maj
Jak to zmienić?
Izabela Kulesza
Ludzie wolą mówić, że jest ciężko, niż zastanowić się, co zrobić, żeby to zmienić. Więc po pierwsze: szukamy możliwości dorobienia do budżetu. Dziś, w czasach pracy online, takich możliwości jest sporo — to kwestia szukania.
Po drugie: jeśli weryfikacja pokazuje, że pieniądze jednak da się znaleźć, to zmieniamy kolejność, nie odkładamy „na końcu”, tylko zawsze „na początku”. Zasada, którą powtarzam: gdy wpływa wypłata, zanim zrobię pierwszy przelew, za mieszkanie, telefon itd., robię przelew do „siebie”.
Małe kwoty, ale regularnie. Gdy sytuacja się poprawi, zwiększamy kwotę bo nawyk będzie już wyrobiony.
Jarosław Maj
Wspomniałaś o funduszu awaryjnym, bezpieczeństwa – na wypadek zagrożenia lub braku dochodu. Jak zdefiniowałabyś taki fundusz dla przeciętnej polskiej rodziny? 3, 6 czy 12 miesięcy wydatków?
Izabela Kulesza
Załóżmy para – dwie osoby wynajmują mieszkanie, nie planują zaraz rodziny, mają wspólny budżet, czy już po ślubie, ale razem zarządzają finansami. Mówiono: „minimum” to trzykrotność wydatków. I ja zawsze podkreślam: to trzykrotność WYDATKÓW, nie dochodów, bo zdarza się, że wydatki ≈ dochody. Czasem wydatki są wyższe i nie domykamy wszystkiego. Musimy wiedzieć, ile realnie wydajemy. Załóżmy, że te 3 miesiące to absolutne minimum dla każdego czy to singiel, czy rodzina z jednym lub dwójką dzieci. Te 3 miesiące dają czas, gdy jedna i druga osoba straci pracę – mamy środki, by przeżyć kolejne trzy miesiące i poszukać czegoś nowego.
Im większa rodzina (3, 4, 5 osób), tym wiadomo – każdy kolejny „miesiąc do przodu” to świetne rozwiązanie. Idealnie byłoby mieć odłożone środki na rok do przodu. Ale z moich obserwacji: rzadko kto ma na 3 miesiące, pojedyncze przypadki mają na 6 czy 12.
„Dobra strategia finansowa nie kończy się w arkuszu Excela – zaczyna żyć dopiero wtedy, gdy wypracowane oszczędności rosną i są bezpieczne”.
– Izabela Kulesza
Podsumowanie
Budżet to początek, regularne oszczędzanie – kontynuacja. Prawdziwą kropką nad i staje się jednak zabezpieczenie dorobku przed włamaniem, pożarem czy… własnym zapominalstwem. Plan, Oszczędności i Zabezpieczenie – to trzy filary, które według Izabeli Kuleszy i YourSafeBox.eu składają się na solidną odporność finansową.
Poznaj ostatni z nich czytając trzecią część artykułu.
👉 Chcesz poukładać budżet indywidualnie albo w duecie?
Izabela prowadzi konsultacje indywidualne, dla par oraz firm– szyte na miarę: od pracy nad przekonaniami po konkretne, „twarde” dane i liczby.
